Recenzja The Division - Niedzielny Powergamer w natarciu

Recenzja The Division - Niedzielny Powergamer w natarciu

 by Maciej Besler
Gaming

Grałem w Alphę, grałem w Betę, zamówiłem Division w preorderze. Miałem pewne obawy co do ilości misji, dodatków i ciekawostek dostępnych podczas rozgrywki. Teraz już nieco ponad miesiąc po premierze wiem, że nie było się czego obawiać, a The Division to gra w którą będę w najbliższym czasie inwestował zarówno czas i pieniądze – z radością. Otóż w chwili pisania tego tekstu, a więc już sporo po premierze, a nawet po pierwszej darmowej aktualizacji mogę pochwalić się poziomem.. 17 z 30. Nie jest to wynik dobry, ale jak na gracza niedzielnego dotarłem do momentu w którym można powiedzieć co nieco na temat gry i tego ile frajdy dostarcza. Większość moich grających-pracujących znajomych jest w tej samej okolicy doświadczenia, więc to najpewniej taka progresja jakiej każdy niedzielny może się spodziewać.

Grafika i dźwięk

Pomimo, ze nie jest to najważniejsze, z cała pewnością odpowiada za immersję oraz to w jaki sposób odbieramy świat. Tak jak dawałem znać we wcześniejszych wpisach, artystycznie jest to jedna z najpiękniejszych pozycji z jakimi miałem w ostatnim czasie do czynienia. Dzięki dynamicznemu systemowi pogody a także cyklowi dnia/nocy podczas jednej przebieżki możemy zostać ostrzelani przez Czyścicieli zza mgły która ogranicza widoczność do 4 metrów, a chwilę później stać w jakimś zaułku podziwiając Nowy Jork nocą, upstrzony pięknymi dekoracjami świątecznymi otulanymi spadającymi płatkami śniegu. Może nie być to oczywiste z opisu tekstowego ale zapewniam, ze nie raz zatrzymasz się w jakimś miejscu tylko po to aby popatrzeć, po prostu.
Ponadto odwzorowanie miasta jest naprawdę godne podziwu. Nie jest to oczywiście NYC w 1:1 ale ogrom mapy wręcz (pozytywnie) przytłacza, a lokacje jak Times Square są odwzorowane naprawdę dobrze. Mój znajomy podczas rozgrywki sprawdzał lokacje w Google Maps i według jego rozeznania również wygląd mniejszych ulic jest łudząco podobny.
Za to dźwięk nie jest tak rewelacyjny. Po prostu coś tam gra i strzela, ale nawet na dobrym systemie 5.1 nie ma niczego co sprawiłoby, że chciałbym posłuchać soundtracku albo zrobić głośniej. Tak jak mówiłem, dźwięk.. jest. I nie zrozum mnie źle – jest ok, to po prostu nic co zapadałoby w pamięć.

The Divsion Screenshot

Historia i sposób jej opowiadania

Nasza baza jest podzielona na 3 sekcje – po rozpoczęciu gry każda z nich jest zamknięta, a sam budynek zapuszczony i pełen śmieci. Te sekcje to strefa Medyczna, Bezpieczeństwa i Inżynieryjna. Każda z nich to również kawałek historii, którego rąbek tajemnicy jest uchylany misja po misji. Strefa medyczna śledzi rozwój wirusa oraz próbuje go zwalczyć, strefa bezpieczeństwa opowiada o upadku miasta i o tym kto kiedy i jak opanował kolejne dzielnice, a strefa inżynieryjna przedstawia techniczne aspekty działania metropolii oraz zapoznają nas z tym jaki wpływ na to wszystko mają źli kolesie i dziewczęta.
Dodatkowo podczas eksploracji odkrywamy Echa, czyli takie statyczne holograficzne historie danego miejsca, rozmowy telefoniczne, raporty wydarzeń, zestrzelone drony i kilka innych tego typu elementów.
Do tej pory jestem naprawdę wciągnięty ponieważ historia jest ciekawa, dobrze stopniowana, a misje poboczne pomimo swojej powtarzalności dostarczają wystarczających emocji aby nie nudziły się po chwili. Naprawdę nie wygląda to na MMO. Dodatkowo misje główne zwykle kończą się dobrze zrealizowanym filmikiem, wiec już zupełnie jestem ukontentowany.

Czy to na pewno jest MMO?

Mówiąc brutalnie świat jest pusty. Gra ewidentne jest stworzona tak, aby grać w nią drużynowo, wtedy jakoś specjalnie się tego nie zauważa, ale generalnie rzecz biorąc NYC to wymarłe miasto. Oczywiście jest to zrozumiałe, wszak uderzył tutaj śmiercionośny wirus, ale naprawdę gdybym choć od czasu do czasu spotkał innego agenta podczas gry solo, zrobiłoby to cuda. Bliżej tej pozycji do czegoś pokroju Guild Wars niż World of Warcraft. Nie jest to mimo wszystko katastrofa, ponieważ tak jak mówiłem – śmiercionośny wirus to nie przelewki, a opustoszały NYC sprawia ponure i klimatyczne wrażenie. Szczególnie dzięki swej warstwie artystycznej.

Gra drużynowa

Kiedy jednak już zbierze się te drużynę, zaczynają się dziać cuda. Dawno nie miałem tyle zabawy podczas strzelania. Szczególnie w trybie trudnym nie ma tutaj miejsca na akcje w stylu Rambo – albo współpracujesz, albo giniesz. Taktyka odgrywa ważną role, ponieważ nie tylko zachodzi absolutna konieczność flankowana, ale również ustalanie celów jest bardzo ważne. Daje to sporo adrenaliny, ponieważ pośród kul świszczących wokół głowy należy używać dodatkowych umiejętności, obserwować otoczenie czy całkiem cwani przeciwnicy nie próbują nas oflankować, nieustannie się przemieszczać i jeszcze w dodatku dogadywać do kogo strzelamy. Okazjonalny granat tu czy tam nie ułatwia zadania.

Dark Zone czyli PvP

Mechanika rozgrywki wzmaga emocje gry drużynowej 10-krotnie. Przeciwnicy są tu twardsi, a na domiar złego inna grupa Agentów może sobie upatrzyć akurat to co mam w plecaku.\Strefy ekstrakcji i oczekiwanie aż helikopter przyleci odebrać nasze rzeczy są naprawdę emocjonujące. Zwykle strefy te są atakowane przez przeciwników komputerowych, agenci musza wiec współpracować, ale często zdarza się, ze oprócz AI przychodzi nam walczyć z żywymi ludźmi. Kiedy w plecaku masz ten upatrzony złoty/fioletowy/niebieski przedmiot x5, sprawa staje się poważna. Nie pamiętam kiedy ostatnio w grze miałem tego typu emocje. Tutaj w momencie śmierci naprawdę tracisz, niekiedy całkiem sporo. Zabijanie innych agentów, a następnie ucieczka przed resztą ich ekipy to również bardzo fajna zabawa.

Grywalność

Interfejs bywa chaotyczny – wygląda jak hologram który widziałby agent w polu. Wiele rzeczy jest małych i ma przezroczyste tło. Przez to niekiedy ciężko zauważyć mniejsze elementy jak pojawiający się na moment informator, że matchmaking się zakończył. Jednak po przyzwyczajeniu do UI mamy czysty i nie wchodzący w drogę interfejs który podaje nam wszystkie potrzebne informacje w minimalnej formie.
Sterowanie jest rozwiązane bardzo dobrze, system osłon i poruszanie się miedzy nimi działa bezproblemowo. Trochę wkurza brak możliwości kucnięcia na żądanie, a brak podskoków może prowadzić do zablokowania w jakimś dziwnym miejscu, ale są to zdarzenia marginalne. Generalnie rzecz biorąc agent biegnący pod ostrzałem pomiędzy jednym a drugim autem wygląda naprawdę świetnie – animacja i sposób poruszania są rodem z filmów.\Walka polega nie tylko na celności ale również (jak to w RPG) na statystykach które dostarczają nam zarówno broń jak i ciuchy. Są tez dodatkowe bonusy, perki i jednorazowe boostery dzięki którym możemy zwiększyć siłę ognia. Niektórych przeciwników można wysadzić w powietrze strzelając w odpowiednie miejsce jak torba z granatami czy butla gazowa.

Ogólnie walka to WoW + Gears of War, a nie Call of Duty, jeśli ktoś miałby tutaj jakieś wątpliwości.

Podsumowanie

Szczerze polecam, nawet osobom z małą ilością wolnego czasu. System matchmakingu działa szybko, więc nawet jeśli nie masz jeszcze żadnych grających w The Division znajomych, ze spokojem bardzo szybko znajdziesz kogoś z kim zagrasz czy to misję główną, czy pobiegasz po mieście. Ponadto Dark Zone to świetna zabawa która działa nawet jeśli masz drużynę z przypadku. Polecam, polecam.\Moim zdaniem jest to 83/100.

Autor obrazka głównego: Personal catalogue

Tagi: MMO, Xbox One, The Divison, Review